poniedziałek, 13 sierpnia 2012
Rozdział pierwszy
Pierwszy dzień szkoły.
Zupełnie nowe miejsce, nowi ludzie, nowe obowiązki, nowe zmagania. Kolejny rok morderczej walki o to, aby zdobyć jak najlepsze oceny i widzieć uśmiech na twarzy swojej mamy. Państwowa szkoła im. Georg'a Washington'a mieści się w północnej części Clarkweder. Wokół otoczona jest nieco zgniłymi przy końcu świerkami, a budynek w kształcie litery U całkowicie pokryty jest czerwonymi cegłówkami, które okalają czarne mazie brudu. Z kostki brukowej ułożono dróżkę szerokości dwóch i pół metra, która dodaje szkole jeszcze bardziej szykownego wyglądu.
Odwróciłam głowę w stronę drewnianych drzwi i ujrzałam przy nich bardzo szczupłą kobietę, ubraną w stylową, bawełnianą garsonkę. W ręce trzymała papierową teczkę, w stronę której co chwilę nerwowo zerkała. Spojrzałam szybko na ulotkę zapoznawczą, w której między innymi był plan lekcji oraz numery gabinetów, w których odbywają się poszczególne zajęcia. Na ostatniej stronie widniało zdjęcie uśmiechniętej kobiety, która stoi przy szkolnych drzewkach z rękoma założonymi na piersi. „ Penelopa Zofia Hastigger – od dziesięciu lat dyrektorka szkoły, zdobywczyni trzech corocznych nagród Zielonej Pietruszki ” przeczytałam opis pod zdjęciem. Chuda kobieta była odzwierciedleniem tej stojącej przy drzwiach. Chcąc zrobić na niej jak najlepsze wrażenie, wyprostowałam się, a moje usta przybrały kształt samo motywującego uśmiechu. Po chwili przeszłam obok niej niezauważona i wyjęłam z plecaka kartkę, na której był zapisany numer mojej szafki szkolnej. 132. Idąc dalej wzdłuż korytarza, znalazłam swoją szafkę i w tym samym czasie entuzjastyczny uśmiech zniknął z mojej twarzy. Zamiast pięknej, czerwonej, lśniącej szafeczki jakie mieli pozostali uczniowie szkoły, dostałam brzydką, wgniecioną, pomazaną flamastrem szafkę, która bardziej przypomina schowek na miotły. Wykręciłam kod na zamku, a po chwili poczułam okropny odór spleśniałej kanapki, którą poprzedni właściciel musiał zapomnieć wyjąć. Grymas na mojej twarzy przyjął niewyobrażalną postać, a ja odsunęłam się na odległość dwóch metrów.
– Nieprzyjemna niespodzianka ? – Zapytała Leah, obejmując mnie w pasie.
– Czy takie rzeczy muszą trafiać się mi ? Odkąd pamiętam, zawsze to ja mam pecha wtedy kiedy najbardziej mi na czymś zależy.
– Może gdybyśmy zapytały się dyrektorki o przeniesienie, to zgodzi się na zmianę ? Moja szafka jest na drugim końcu szkoły, będziesz bliżej mnie.
– Widziałaś jak ona wygląda ? To ta wychudzona babka w garsonce, która stoi pod szkołą. – Odpowiedziałam jednocześnie koniuszkami palców wyrzucając kanapkę do kosza na śmieci. Palce otarłam o moją welurową spódniczkę do połowy ud, która idealnie komponowała się z jeansową katanką, białą, koszulową bluzką i baletkami w odcieniu beżu.
– Wygląda jak żmija. Widziałaś jej buty ? Identyczne widziałam w Stopett za trzysta dolców. Kobieta musi być nieźle nadziana.
Pominęłam stwierdzenie Leah i schowałam wszystkie książki z plecaka do szafki. Zamknęłam ją i sprawdziłam w planie, jaką lekcję mam pierwszą. Po chwili zadzwonił dzwonek, a ja zapytałam dziewczynę jakie ma teraz zajęcia.
– Arytmetykę z Grendor. Słyszałam, że jest cholerną żyletą, więc lecę żeby się nie spóźnić. Spotkamy się na lunchu! – Powiedziała Leah i pobiegła w stronę gabinetu.
Ja natomiast schowałam potrzebne rzeczy na geografię i już po chwili siedziałam w gabinecie. Pokój wyglądał na schludny, wokół niego porozwieszane były wszelkiego rodzaju mapy, a na półkach stały globusy poukładane w kolejności od najmniejszego do największego. Ławki były ustawione tak, że w każdej mogły usiąść po dwie osoby, więc jako jedyna w klasie siedziałam sama.
– Philip Dennerson – napisał i powiedział jednocześnie nauczyciel. – Możecie mówić na mnie Globus, jednak niech odbywa się to w taki sposób, żebym tego nie słyszał. – Cała klasa parsknęła śmiechem, a Pan Philip uznał to jako uznanie więc uśmiechnął się szerzej. – Proponuję, abyście mówili do mnie Panie Philipie, ponieważ moje nazwisko zdecydowanie za bardzo mnie postarza.
Po chwili drzwi od gabinetu otworzyły się, a w nich stanął zdyszany chłopak w czarnych włosach. Ubrany w luźne levisy, białą koszulkę na krótki rękawek oraz monty Harley Davidsona, nie przypominał mi pilnego ucznia. Swoje czarne włosy zmierzwił do góry, przez co kojarzył mi się z chłopakami, którzy jeżdżą motocyklami z morderczą prędkością po ulicach, a w wieku dwudziestu paru lat trafiają na wózek inwalidzki, lub co gorsza, na cmentarz.
– Ty jesteś Ean Elern, prawda ? – Zapytał nauczyciel. – Usiądź obok … -zmarszczył brwi i spojrzał na mnie.
– Sary – dopowiedziałam.
– Właśnie, obok Sary. – Skończył nauczyciel, a chłopak usiadł obok mnie. Przyjął dosyć „ nonszalancką ” pozycję, ponieważ nogi wyciągnął przed siebie, a ręce skrzyżował na piersi.
Widać, że nie należał do grona chłopców którzy po lekcjach z chęcią zostają na zajęciach dodatkowych, aby podwyższyć sobie ocenę z przedmiotu. Gdybym przedstawiła go swojej mamie, ta z pewnością kazałaby mi nie zadawać się z nim więcej, ponieważ wygląda na bardzo inteligentnego, ale zarazem leniwego chłopaka, więc wątpię, żeby w przyszłości miał pomysł na to jak dobrze zarobić, nie licząc przemytów substancji zakazanych przez granicę.
Ponieważ dzisiejsza lekcja, była jedną z lekcji organizacyjnych, nie słuchałam nauczyciela tylko wyciągnęłam swój notes i zaczęłam kończyć szkic mojego projektu. Nagle na biurko Pan Dennerson rzucił nam wielkie pudło oraz tonowy plik kartek, a ja skupiona na poprzednim zajęciu, wzdrygnęłam się od nagłego huku.
– Saro, muszę poprosić Cię o pomoc. Może razem z Eanem moglibyście zostać na przerwie i pomóc mi uporać się z tymi dokumentami ? Nie mam za bardzo czasu na ogarnięcie tego wszystkiego, a wy i tak się nudzicie, więc …
– Zdecydowanie nie będę zainteresowany tą propozycją. – Przerwał mu Ean, zmieniając pozycję na bardziej prostą i odpychającą od dalszych rozmów. – Z tego co pamiętam, w obowiązki uczniowskie nie wchodzi wzmianka o tym, że uczeń powinien sprzątać po nauczycielu, czyż nie ?
– Niby tak, ale …
– Nie ma żadnego „ ale ” . Przerwa jest dla mnie, więc nie mam zamiaru zostawać na niej z powodu Pana fanaberii.
– No dobrze, jak wolisz. Poproszę kogoś innego. Mariah ! Tak. Tak, ty. Podejdź do mnie, proszę. – Powiedział nauczyciel i wbrew temu co mówił, sam podszedł do dziewczyny. Szczerze mówiąc, zrobiło mi się go trochę szkoda. Wydawał się być bardzo miłą osobą, a Ean ( zapamiętałam jego imię ) potraktował go chamsko i nieuprzejmie. Już pierwszego dnia w szkole wiem, że nie chcę mieć do czynienia nic z takim prostakiem jakim jest kolega z mojej ławki, o ile mogę nazwać go swoim kolegą. W tym momencie poszkodowaną osobą jestem ja, ponieważ od zawsze miałam problemy z geografią, a w tym roku postanowiłam temu zapobiec i zapisać się na zajęcia dodatkowe, już nie wspominając o pilnym uważaniu na lekcji. Jak dobrze wiem, dziesięć procent zajęć z przedmiotu zajmują prace grupowe. Grupy zazwyczaj dobierane są parami, kto z kim siedzi w ławce, a ja, jak na nieszczęście, trafiłam w tym roku na osobnika tak bezczelnego i aroganckiego, a w dodatku ( jak przypuszczam ) nic nie umiejącego, poza piciem piwa do nieprzytomności i skręcaniem jonitów dla znajomych. Postanowiłam coś z tym zrobić. Nie mam ochoty tworzyć sobie wrogów pierwszego dnia szkoły, ale między mną, a Eanem i tak nie powstaną pozytywne relacje, więc nie mam nic do stracenia.
Tylko co ja mam zrobić ?
Nie mam pojęcia co mogę mu powiedzieć. Nigdy nie byłam za dobra w tych sprawach, a co najgorsze, chcę coś z tym zrobić. Może powinnam porozmawiać z Panem Philipem ? W sumie nie jest to głupi pomysł. Czuję, że nauczyciel polubił mnie i zauważył, że nie należę do grona osób zachowujących się w nieodpowiedni sposób. Przekonanie Dennersona do wprowadzenia zmiany, będzie dla mnie bardzo proste.
Po chwili poczułam jak mój telefon zaczął wibrować, a po chwili przestał. Rozejrzałam się na boki czy nikt nie dostrzeże tego, że wyjmę komórkę, ale każdy bezpiecznie był zajęty swoimi sprawami. Wysunęłam ze specjalnie wyprofilowanej kieszonki swojego plecaka telefon, na ekranie którego widniał napis „Jedna nowa wiadomość MMS“. Otworzyłam ją i dostrzegłam zdjęcie z pikniku namiotowego, na którym byłam z Leah w czasie wakacji. Stałyśmy przy wodospadzie, którego wyglądem żadna z nas nie mogła się nadziwić. Moje brązowe loki tego dnia szczególnie mocno się zakręciły, a przez włączoną lampę błyskową, moje brązowe oczy zmieniły się w czerwone. Na zdjęciu także zobaczyć można było moją bliznę na lewej dłoni, z którą borykam się już od urodzenia i irytuje mnie w sytuacjach, gdy ludzie wypytują się, co takiego mi się stało. Lekko zadarłam nos, co jest moim zwyczajem w momentach gdy jestem zawstydzona lub zdenerwowana. Miałam na sobie krótkie szorty, zieloną bluzkę bez ramiączek, oraz gumowe japonki, które zawsze zabieram w miejsca podobne do tego. U Leah natomiast, pierwszą rzeczą która rzucała się w oczy, były typowe do jej Azjatyckiego pochodzenia oczy, na których jak co dzień, widniały kocie kreski. Tak jak zazwyczaj to robi, związała swoje włosy w koka, który jest w wiecznym nieładzie, a specjalnie do zdjęcia wystawiała dwa palce, które stworzyły znak pokoju.
– Nie ładnie, gdy pilna uczennica taka jak ty, używa telefonu na lekcjach. -Głos Eana przerwał mi w bezmyślnym wpatrywaniu się w ekran telefonu.
A co go to kurcze obchodzi?
– Jeżeli czujesz się źle w moim towarzystwie, możesz się przesiąść. Myślę, że Pan Philip odrazu się zgodzi.
– Oprócz Twoich perfum, wcale nie czuję Twojego towarzystwa. Sądzę, że za bardzo boisz się zbyt głośno zachowywać i jednocześnie podpaść Philipowi pierwszego dnia. Chociaż, wcale się nie dziwię.
– Możesz jaśniej?
– Widać coś po tobie. Pragniesz mieć najlepsze stopnie, być cholernie lubianą, nie dorobić się łaty czarnej owcy, ale co najważniejsze? Nigdy nie zrobiłabyś czegoś, co zmieniłoby twoją duszę bez skazy. Z rzeczą, do której wstydziłabyś się przyznać, ale gdybyś o tym pomyślała, uśmiechałabyś się w głębi serca.
– Wcale tak nie jest. To fakt, może jestem nieco zbyt mało rozrywkowa. Ale nie jestem nudziarą, tak jak o mnie mówisz.
– Więc chodź ze mną do klubu. Dowiedź, że tak nie jest.
– Nie znam Cię. Sądzę, że na to za wcześnie.
– To przecież nie będzie randka, tylko sprawdzenie czy to co mówisz, jest najprawdziwszą prawdą.
– Okej. Nie ma problemu. Którego i kiedy?
– W tę sobotę w Manpclub będą grali the Skillers. Jeżeli nie lubisz tego rodzaju muzyki to nie ma problemu, ponieważ specjalnie z moimi kumplami zarezerwowaliśmy miejsca w salce na górze. Myślę, że nie obrażą się, jeżeli z kimś przyjdę.
Czułam swoje serce, które w tym momencie zmieniło swoje miejsce i znalazło się przy gardle. Manpclub? Jeżeli ktoś ułożyłby listę dziesięciu miejsc najbardziej niebezpiecznych w Clarkweder, Manpclub byłoby zdecydowanie drugie, zaraz po starych garażach na Ollenstreet, najciemniejszej nie tylko ze względu na kolor i pogodę ulicy miasta, gdzie znajduje się także Manpclub. Nie powinnam się na to godzić. Gdyby ktokolwiek mnie tam zauważył, miałabym kłopoty do końca życia. To miejsce roi się od używek, wulgaryzmów, bezwstydnej nagości, brutalnej muzyki i mężczyzn napalonych jak wilk na owieczkę. Najgorzej, gdyby moja własna matka się o tym dowiedziała. Byłabym uziemiona do końca życia. Ale to jest raczej niemożliwe.
–Zgoda.
*************************************************************************************
Kochani i jest! Mamy pierwszy rozdział! Cieszę się ogromnie i mam nadzieję, że to szczęście jest również w Was! :) Jak widzicie po lewej stronie jest dodatek zatytułowany "Tom pierwszy". Wymyśliłam sobie, że jeżeli seriale podzielone są na sezony, to ja podzielę opowiadanie na tomy. Nie pytajcie mnie jeszcze ile będzie tomów, ponieważ skończenie jednego będzie dla mnie wielkim sukcesem. Cieszę się, że jakoś przebrnęłam przez ten pierwszy, najtrudniejszy rozdział, a dalsze losy bohaterów będą mi łatwiejsze do opisania.
Rozdział dedykuję Alice, która pomogła mi przez to wszystko jakoś przejść, motywując mnie do ciągłego pisania. Kocham Cię :*
Istnieje możliwość informowania o nowych notkach za pośrednictwem GG. Wystarczy tylko pod postem zostawić swój numer, lub napisać na mój (7764686), a ja będę o wszystkim powiadamiała.
Kocham Was!
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Jak ja kocham aroganckich i bezczelnych typów!
OdpowiedzUsuńNonoo od pierwszego dnia chce zwieść na złą drogę naszą kochaną Sarę... Jestem bardzo ciekawa ich spotkania w Manpclub. Czekam na nowy rozdział.
Pozdrawiam ;*
Świetny rozdział. Choć dni w szkole są zawsze nudne, ty potrafiłaś to świetnie opisać. Ani przez chwilę się nie nudziłam. Fajny ten jej kolega z ławki. ;d Tak jak poprzedniczka, jestem ciekawa ich spotkania w klubie.
OdpowiedzUsuńPozdrawiam:*
Wedlug mnie on zaprosil ja na randke, bo mu sie spodobala. Wiadomo, zachowuje sie jak wiekszosc tych klasowych kozakow, ale moze okaze sie, ze jest normalny... Rozdzial bardzo mi sie podoba, zobaczymy co dalej napiszesz. Pozdrawiam ;*
OdpowiedzUsuńhttp://zaczarowany-ogrod.blog4u.pl
Ja cię kręce! Podoba mi się ten niegrzeczny chłopak! Wie czego chce i od razu przechodzi do rzeczy, super! Zastanawiam się tylko, dlaczego wpierw napisałaś, że nazywa się Ean, a już po chwili było napisane Victor? Tego nie zrozumiałam, ale być może później się dowiem! Bardzo ładnie opisujesz miejsca oraz ubiór bohaterów. I coś czuję, że Ean namiesza w życiu porządnickiej Sary ;)
OdpowiedzUsuńPrzepraszam za tego "Victora", ale jest to błąd spowodowany niezdecydowaniem, które imię mam wybrać. Wprowadzając zmiany, musiałam pominąć miejsce, gdzie został "Victor".
UsuńBuziaki!!!
Ojeju dla mnie? Dziękuję! Świetny rozdział i ukazuje się Twoja faza na Parch'a, czytam go drugi raz już, ale przecudownyyyyy!
OdpowiedzUsuńps mam ochotę na pierogi
Dawaj, idziemy na pieroga do centa.
UsuńMoże znowu spotkamy Grażynę Żarko?
Haha, ja szukam funduszu na nas obie. Jak znajde to idziemy jutro hahaha
UsuńAm... podoba mi się Ean/Victor. Bo nie wiadomo jak on w końcu ma na imię. Gość jest ciekawy. Wie czego chce, ale nieco dziwnie mówi. Ciekawie, jakby kryło się z tym coś więcej...
OdpowiedzUsuńPozdrawiam
hehe ja też nie wiedziałam, jak dać swojemu bohaterowi na imię. Wahałam się między Ianem a Joshem, ale stwierdziłam, że Ian jest teraz za bardzo rozchwytywany ;)
OdpowiedzUsuńTak, ale całe szczęście Ean, a Ian, to całkiem inne imiona ;) Iana jest pełno, wszystko za sprawą "Pamiętników Wampirów".
UsuńZakłado-randka^^ Boskie to wymyśliłaś:) Ale trochę dziwne, że Ean tak po prostu ją zaprosił...bo coś mi się zdaje, że za tym kryje się coś więcej^^
OdpowiedzUsuńPozdrawiam.
Ps. Mogłabyś informować mnie na blogu?
http://czarny-krag.blogspot.com/
O jejujciu jakie to romantyczne!!!!!!!!!!!! Niech on ją jak najszybciej pocałuje! Boska parka będzie :D:D:D:D:D:D:D:D
OdpowiedzUsuńRozdział ciekawy :) Ten Ean od razu mi się spodobał, bo mam słabość do niegrzecznych chłopców ^^
OdpowiedzUsuńCiekawa jestem tego spotkania w clubie.
Cieszę się, że prolog Ci się spodobał ;) Miło, że uważasz, że był jednym z lepszych jakie ostatnio czytałaś ;)
Będę informowała, Ty także powiadamiaj ;)
http://pocalunek-lowcy.blog.onet.pl/
http://pocalunek-lowcy.blogspot.com/
Pojawiła się ocena Twojego bloga na: http://raj-ocen.blogspot.com/ Zapraszam do przeczytania i skomentowania! :)
OdpowiedzUsuńPrzeeepraszam, że tak długo, ale nie mogłam znaleźć czasu by wejść na komputer. Co do rozdziału, to interesuje mnie postać Eana. Jest taki tajemniczy, mroczny i pociągający. Czytałaś "Szeptem"? Tak coś mi to przypomina. Uwielbiam książki tego stylu, dlatego kocham twoje opowiadanie. Ciekawa jestem co wydarzy się w tym klubie! Życzę weny!
OdpowiedzUsuńkolejny bedzie?
OdpowiedzUsuń